Czerwony piach, pomarańczowe ostańce skalne, wszystko skąpane w promieniach zachodzącego słońca. Cisza. Czy tak wygląda Mars? Możliwe, ale na razie jesteśmy w Jordanii, na pustyni Wadi Rum, przez wielu określanej jako najpiękniejsza pustynia świata.

Chłońce chyli się ku horyzontowi nad pustynią Wadi Rum - krajobraz skąpany jest w pomarańczowej, ciepłej poświacie

Wadi Rum o zachodzie słońca

Od zawsze myśląc o Jordanii od razu przed oczami miałam Wadi Rum. Od dawna chciałam zobaczyć ten niesamowity krajobraz, fragment Marsa na Ziemi. Przygotowując się do wyjazdu, czytając wpisy z blogów znajdywałam same zachwyty. Czy znaleźliście chociaż jedną negatywną opinię w internecie na temat Wadi Rum? Ja chyba nie. Czy po pobycie tam podzielam te opinie? Z jednej strony tak, jest to miejsce magiczne, jedne z piękniejszych na naszej planecie. Ale z drugiej strony mam też jakieś „ale”, które nie pozwoliło mi w pełni stanąć wśród tego piękna i się po prostu zachwycić. Tak to jest, że na nasze wrażenia wpływ ma cały szereg czynników, które tak czy inaczej oddziałują na naszą końcową, subiektywną ocenę. Posłuchajcie więc.

Plany planami a rzeczywistość swoje

Po pierwsze mieliśmy inny plan na zwiedzanie Wadi. Na tydzień pobytu w Jordanii mieliśmy wypożyczone zwykłe, osobowe auto, gdyż na dotarcie do większości atrakcji nie potrzeba żadnego innego. Na jeden dzień chcieliśmy natomiast wypożyczyć auto terenowe i samodzielnie zwiedzać Wadi Rum, uiszczając wcześniej stosowną opłatę w Visitor Center. Koniec końców nie udało się go wypożyczyć i zdecydowaliśmy się, że skorzystamy w takim razie z opcji na jaką decyduje się większość turystów – zwiedzanie z Beduinem i nocleg w beduińskim campie. Zamach na naszą wolność i niezależność – wożą nas na pace, do kilku żelaznych punktów zwiedzania, za które zapłaciliśmy i ani jednego miejsca więcej. A nie tam gdzie sami zechcemy, gdzie nas oczy poniosą. Oczywiście można wykupić pakiet z całodziennym, baa nawet kilkudniowym zwiedzaniem, ale ceny niestety powalają.

Zwiedzanie Wadi Rum na pace jeepa

Widoki na skalny krajobraz z paki jeepa

Prawie odludna planeta

Do tego bolączka znanych miejsc – chciałbym być tam sam – pomyślało setki osób. Niestety z odludnego Marsa zrobiła się całkiem uczęszczana ziemska pustynia. I choć było tu setki razy mniej ludzi niż chociażby w Petrze, to jednak wciąż gdzieś się widziało inne auta, innych ludzi, turystów. I te rozjeżdżone ślady na piasku… Człowiek pozostawił też inne ślady swojej bytności – leżąca na piachu butelka czy inny odpadek skutecznie psują atmosferę odludnej planety. Niestety nie można mieć danego miejsca tylko dla siebie, każdy ma prawo zwiedzać. A ja jestem chyba skażona już na zawsze Kazachstanem i jego dzikimi miejscami, gdzie nie było nikogo oprócz nas i można się było poczuć prawie jak odkrywca nieznanych lądów.

Ślady opon na czerwonym piasku pustyni Wadi Rum

Widok na piaszczysty i skalny krajobraz Wadi Rum

Magia pustyni

Żeby nie było, podobało mi się! Zachód słońca w tym miejscu to niesamowite przeżycie. Świat staje się czerwono- pomarańczowy, skały mają tak intensywnie ciepłe barwy, że chciałoby się wziąć je w ręce i nimi ogrzać. Rozsiane po całej pustyni, wystające z piasku formy skalne są niezwykłe i to one nadają charakter temu miejscu. No i ta przecudowna cisza… Wydaje się, że jakiekolwiek dźwięki nie mają tu możliwości bytu i wsysane są przez pustynię. Sam nocleg w beduińskim obozie też zaliczę jako warte przeżycia doświadczenie. Jeden namiocik wśród innych rozłożonych pod pionową skalną ścianą, w nim tylko cztery metalowe prycze, przykryte kocami. Dla niektórych może warunki prymitywne – dla nas skok o poziom wyżej: łóżka, dodatkowe przykrycie, i nawet prysznic, (z ciepłą wodą! – mimo, że w nieogrzewanym budynku gdy temperatura wynosi około 0°C). I te dźwięki, gdy kot wczepia się pazurami w pionową ścianę i wędruje tak na szczyt naszego namiotu, by potem przez pół nocy obserwować świat z jego wysokości. Ale oprócz tego cisza. Niestety nie widzieliśmy tej nocy gwiazd – wieczorem niebo zasnuły chmury.

Zachód słońca na pustyni Wadi Rum

Wadi Rum o wschodzie słońca

Wnętrze namiotu w beduińskim campie - z zewnątrz brązowo- biały, wewnątrz w kolorowe paski

Widok na namioty dla gości o wschodzie słońca

Po prostu trochę żałuję, że nie mogliśmy zwiedzić tej pustyni tak jak lubimy – sami, na naszych warunkach. Aczkolwiek z drugiej strony wiemy, że przy temperaturze 0°C byłaby to najcięższa noc całego wyjazdu i nie byłoby do przykrycia ciepłego, beduińskiego kocyka, a do popicia ichniejszej, bardzo słodkiej herbaty.

Po ważne informacje i praktyczne porady dotyczące zwiedzania Wadi Rum odsyłamy do tekstu: Wadi Rum – informacje praktyczne

One response to “Wadi Rum, czyli Mars na Ziemi”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *