Jeśli jesteście przed wyjazdem do Stanów Zjednoczonych (a możliwe że trochę więcej osób obecnie to rozważa po zniesieniu wiz) szukacie pewnie informacji jak taki wyjazd zorganizować i jak wszystko zaplanować. My sami przed wyjazdem do USA szukaliśmy w internecie gotowych planów innych zwiedzających, aby zorientować się czy pewne nasze założenia są możliwe do zrealizowania. We wpisie znajdziecie więc nasz plan zwiedzania, który może posłużyć za pewną inspirację (bo raczej się nie zdarzy, żeby stanowił on totalnego gotowca, gdyż każdy ma inny czas na zwiedzanie, inne miejsce przylotu, a dodatkowo, a może przede wszystkim, inne preferencje).

My sami w Stanach byliśmy 23 dni, od 11 września do 3 października. Przylecieliśmy do Nowego Jorku, gdzie spędziliśmy 6 dni, a następnie polecieliśmy do Los Angeles, gdzie przez 17 dni zrobiliśmy pętelkę po kilku stanach i wróciliśmy do Los Angeles skąd mieliśmy lot powrotny.

Choćbym nie wiem ile razy sobie obiecywała, że tym razem wyjazd zaplanuje spokojniejszy, mniej intensywny, to potem wychodzi jak zwykle! Nie umiem po prostu się powstrzymać i ograniczyć, nie wiedząc tym bardziej czy jeszcze kiedyś do danego kraju wrócę. Także jak zawsze mieliśmy grafik porządnie wypełniony. Bądźcie więc przygotowani na intensywny harmonogram, ale zmodyfikujcie go jak Wam się tylko podoba;).

Plan podzielony został, tak jak i sam wyjazd, na dwie części: pierwsza część w Nowym Jorku, druga część to road trip po zachodnich Stanach wypożyczonym autem.

CZĘŚĆ 1 – Nowy Jork

W Nowym Jorku czas spędziliśmy u rodziny, nie poświęciliśmy go, więc w całości tylko na zwiedzanie miasta, dlatego dokładnie nie będę opisywać co się działo każdego dnia. Harmonogram pobytu był też ustalany na bieżąco, w zależności od okoliczności. Najważniejsze miejsca miasta udało nam się jednak zobaczyć, na dwa dni wyskoczyliśmy też nad Niagarę.

DZIEŃ 1

Do Nowego Jorku przylecieliśmy Ukraine International Airlines około godziny 13. Tego dnia zobaczyliśmy Manhattan ze strony Long Island. Wieczorem spacerowaliśmy po Nowym Jorku, w tym zaliczyliśmy przystanek na trawie w Bryant Park i przechadzanie się po rozświetlonym reklamami Times Square.

DZIEŃ 2 – 3

Dwa następne dni przeznaczyliśmy na zwiedzanie Niagary. Dojazd nad Niagarę z Nowego Jorku zajmuje z 7 czy 8 godzin, dlatego przeznaczone zostały na ten cel dwa dni. Zatrzymaliśmy się po stronie kanadyjskiej. Ciekawym sposobem na Niagarę jest podpłynięcie do niej statkiem, które kursują z brzegu i zabierają chętnych, którzy chcą poczuć siłę rozbryzgującej się wody.

DZIEŃ 4 [14.09 sobota]

W tym dniu zwiedzaliśmy Central Park, odwiedziliśmy Grand Central Terminal, dzielnicę finansową i pochodziliśmy po Manhattanie i w dzień i nocą.

DZIEŃ 5 [15.09 niedziela]

Niedziela była bardziej rodzinnym dniem, odwiedziliśmy Coney Island, pojeździliśmy po Nowym Jorku i jego różnych dzielnicach, a wieczorem odwiedziliśmy Ground Zero i wjechaliśmy na One World Trade Center.

DZIEŃ 6 [16.09 poniedziałek]

Ten dzień w całości poświęcony był na zwiedzanie i to wtedy przeszliśmy najwięcej kilometrów, a naszym celem były m.in. Dumbo, Most Brooklyński, Flatiron, High Line, The Vessel, wjazd na Top of the Rock, kolejne miejsca Central Parku.

CZĘŚĆ 2 – Road trip po zachodnich stanach

W czasie naszego roadtripu po zachodnich stanach zrobiliśmy całkiem sporą trasę. Tutaj wszystko dokładniej poplanowaliśmy, ale oczywiście plan w trakcie musiał ulegać pewnym modyfikacjom. Poniżej opisujemy jak to dokładniej wyglądało.

DZIEŃ 1 [17.09 wtorek]

W skrócie: przylot do Los Angeles, odbiór auta, zakupy, Park Narodowy Joshua Tree, nocleg na campingu w Parku

Do Los Angeles przylecieliśmy po 10. Od 12 mieliśmy zarezerwowane auto, ale odbiór bagażu i transport z lotniska poszły na tyle sprawnie, że wzięliśmy je o godzinę wcześniej. Trochę czasu zjadł natomiast wyjazd z Los Angeles i zakupy w Wallmarcie. Musieliśmy się zaopatrzyć w gaz turystyczny, karimaty, zrobić zapasy obiadów na cały wyjazd i kupić inne zakupy spożywcze i rzeczy przydatne na wyjeździe.

Potem skierowaliśmy się do Joshua Tree National Park, i tam odwiedziliśmy miejsca wcześniej przez nas wytypowane: Hidden Valley, Jumbo Rocks i Cholla Cactus Garden.

Na nocleg zdecydowaliśmy się na camping, który był najbliżej naszej trasy w drodze powrotnej z Cholla Cactus Garde, czyli White Tank Campground.

DZIEŃ 8 [18.09 środa]

Skrót: Route 66 (m.in. Amboy, Goffs, Oatman, Kingman, Hackberry General Store, Truxton i Seligman), dojazd do Wielkiego Kanionu (South Rim), nocleg na dziko koło Parku Narodowego Wielkiego Kanionu

Wyjazd z Joshua Tree National Park mieliśmy zaplanowany na 7. Trochę się grzebaliśmy i wyjechaliśmy około 8. Niestety właśnie tej godziny nam później zabrakło.

W tym dniu przejechaliśmy dostępnymi fragmentami słynnej Route 66. Zaczęliśmy od opuszczonego Amboy z barem Roy’s, opuszczonymi domkami i z obowiązkową sesją zdjęciową przy znakach na drodze. Potem były kolejne miejsca przy drodze 66 między innymi: Goffs, Oatman z osiołkami, Kingman, gdzie zjedliśmy burgery we wściekle różowo – turkusowym barze, Hackberry General Store z kolekcją różności z drogi, Truxton i Seligman.

Potem skierowaliśmy się już do Wielkiego Kanionu Kolorado (na South Rim czyli Krawędź Południową), gdzie mieliśmy podziwiać zachód słońca. Właśnie wtedy zabrakło nam tej jednej porannej godziny, o której wspomniałam wcześniej i nad krawędź kanionu dojechaliśmy po zachodzie!:( Noclegowaliśmy w darmowym, dzikim miejscu, czyli w Kaibab National Forest.

DZIEŃ 9 [19.09 czwartek]

Skrót: zwiedzanie South Rimu, przejazd nad North Rim na zachód słońca, nocleg na dziko w pobliżu kanionu

O godzinie 3 w nocy obudziły nas dźwięki dobiegające z głębi lasu. Dalej do końca nie rozszyfrowaliśmy co to było, ale o tym innym razem. Przedrzemaliśmy do świtu, zebraliśmy się i wczesny poranek spędziliśmy nad krawędzią Kanionu, gdzie też zjedliśmy śniadanie. Pół dnia spędziliśmy podziwiając Kanion z różnych punktów widokowych, poruszając się na piechotę, w niektóre miejsca podjeżdżając busikami, a później też autem. Następnie skierowaliśmy się w stronę Krawędzi Północnej Wielkiego Kanionu (North Rim). Chcieliśmy ją koniecznie zobaczyć, a nie tylko ograniczyć się do jednej krawędzi, tym bardziej, że była opisywana jako mniej popularna i bardziej dzika. Coś dla nas! Przed nami było ponad 300 km, bo żeby dostać się na drugą krawędź trzeba przecież okrążyć dość duży kanion;p Tym razem nie chcieliśmy się spóźnić na zachód słońca, więc trzymaliśmy się grafiku! Udało się 🙂

Nocleg spędziliśmy na dziko w lesie, bardzo blisko krawędzi Wielkiego Kanionu.

DZIEŃ 10 [20.09 piątek]

Skrót: Horseshoe Bend, krótka wizyta w Page i nad zaporą Glen Canyon, Monument Valley i nocleg w The View Campground w Monument Valley

Musieliśmy z powrotem wrócić drogą, którą dzień wcześniej przyjechaliśmy, aby wydostać się z krawędzi północnej i pojechać do naszego kolejnego punktu, którym był Horseshoe Bend. Obawiałam się, że obecna popularność tego miejsca i liczba osób je odwiedzających mnie przytłoczy i odstręczy, ale dziwnym trafem wcale tak nie było. Mimo, że płatny parking i liczba osób odbiera mimo wszystko jej czar, to gdy dochodzi się do słynnej podkowy nie można się nie zachwycić. Najwięcej ludzi i tak kumuluje się w jednym miejscu, więc można znaleźć skrawek tylko dla siebie. Po podkowie skierowaliśmy się do Page, gdzie uzupełniliśmy zapasy w sklepie i podjechaliśmy do zapory Glen Canyon. Potem pojechaliśmy w stronę Monument Valley – tam też mieliśmy plan, żeby zobaczyć zachód słońca, więc również pilnowaliśmy czasu, żeby się nie spóźnić. Przyjechaliśmy nawet szybciej, na spokojnie więc rozbiliśmy namiot na wcześniej zarezerwowanym campingu The View z cudnym widokiem na najsłynniejsze ostańce skalne w Monument Valley, pospacerowaliśmy, a słońce coraz bardziej chyliło się ku horyzontowi.

DZIEŃ 11 [21.09 sobota]

Skrót: zwiedzanie Monument Valley, Forrest Gump Point, Gooseneck State Park, Valley of Gods, Natural Bridges National Monument, nocleg na dziko w pobliżu Natural Bridges National Monument

Świt przy Monument Valley z promieniami słońca wschodzącego między ostańcami skalnymi i wpadającymi do własnego namiotu jest przeżyciem wartym przeżycia;p. Tak samo jak późniejsze śniadanie z takim widokiem. Polecamy! Gorzej, że nasze późniejsze plany trochę się posypały, a to przez wyścig w Monument Valley. Po śniadaniu i ogarnięciu się, jeszcze przed 8, ruszyliśmy, żeby zwiedzić Monumenty. Aż tu bach! Wjazd zamknięty, bo od 7 do 12 Park jest zamknięty z powodu wyścigu. Zdecydowaliśmy więc, że najpierw pojedziemy do kolejnych punktów z naszego planu, a potem wrócimy do Monument. Najpierw zatrzymaliśmy się przy Forrest Gump Point (czyli tam gdzie Forrest uznał, że się już nabiegał i przerywa bieg przez Stany). Potem odwiedziliśmy Gooseneck State Park, czyli miejsce gdzie ponownie zachwyciliśmy się co może wyczyniać rzeka ze skałami. Potem zrobiliśmy pętelkę przy mniejszej wersji Monument, czyli Valley of Gods. Po odwiedzeniu tych miejsc o 12 wróciliśmy z powrotem do Monument Valley. O tej godzinie było już tutaj tyle ludzi, że chcieliśmy w sumie z tego miejsca jak najszybciej wyjechać. Po przejechaniu pętelki, którą zwiedza się Park ruszyliśmy w kierunku północy do Natural Bridges National Monument, które to miejsce odczarowało złe wrażenia z poprzedniego miejsca. Tutaj byliśmy praktycznie sami i mogliśmy w spokoju kontemplować piękno przyrody i naturalnych mostów skalnych. Zeszliśmy do jednego z mostów, czyli Sipapu Bridge, a resztę oglądnęliśmy z góry.

Nocleg spędziliśmy na dziko wśród czerwonych skał i wzgórz.

DZIEŃ 12 [22.09 niedziela]

Skrót: Park Narodowy Canyonlands, nocleg na dziko w pobliżu Parku Canyonlands

Z okolic Natural Bridges skierowaliśmy się w stronę miejscowości Moab. Stamtąd skręciliśmy, aby drogą terenową dostać się przez przełęcz na płaskowyż i do Parku Narodowego Canyonlands. Niestety jak to zwykle bywa z drogami terenowymi, tuż przy samym końcu, zaledwie kilkanaście metrów przed przełęczą pojawiły się takie wyrwy w drodze, skały, i piasek, że obawiając się o auto woleliśmy się wycofać. Mimo wszystko nie żałujemy, bo miejsce było naprawdę piękne, a nie widzieliśmy o nim informacji w czasie przygotowywania wyjazdu. Także musieliśmy się wrócić i pojechać już porządną drogą do Canyonlands. W tym dniu pozwiedzaliśmy już część tego parku, a nocleg spędziliśmy na dziko, w jego pobliżu.

DZIEŃ 13 [23.09 poniedziałek]

Skrót: Park Narodowy Canyonlands (w tym Mesa Arch i Grand View Point Overlook), Park Narodowy Arches (punkty widokowe, trekking w Devils Garden i zachód słońca nad Delicate Arch), nocleg w motelu w Green River

Tego dnia zaplanowany był wschód słońca przy formacji Mesa Arch. Jakoś nie lubimy wychodzić z namiotu jak jest jeszcze ciemno, więc samego momentu wschodu słońca nie widzieliśmy. Ale przybyliśmy tam niedużo później i mogliśmy podziwiać najbardziej znane skalne okno, delikatnie podświetlone słońcem, który to widok docenili też ludzie wybierający tapety na pulpit do Windowsa (kojarzycie?). Park zwiedzaliśmy jeszcze kilka godzin, zrobiliśmy tam też trekking do Grand View Point Overlook. Później udaliśmy się do następnego parku narodowego, chroniącego tym razem nie kaniony, ale skalne łuki czyli do Arches National Park. Tutaj odwiedziliśmy też kilka miejsc, poszliśmy na trekking do Devils Garden, a zachód słońca podziwialiśmy nad Delicate Arch.

Nocleg spędziliśmy pierwszy raz w czasie tej podróży w prawdziwym amerykańskim, przydrożnym motelu w Green River.

DZIEŃ 14 [24.09 wtorek]

Skrót: gejzer Crystal, Park Narodowy Capitol Reef, Grand Staircase-Escalante National Monument, nocleg na dziko w rejonie Zebra Slot

W tym dniu zdecydowanie za długo zamarudziliśmy w motelu. Potem trochę nieplanowanie ruszyliśmy do gejzeru, o którym przypadkowo dowiedzieliśmy od Polaków spotkanych w motelu. Nie jest to może prawdziwy gejzer i niestety nie trafiliśmy na moment, gdy wyrzuca słup wody, ale kolory skał wokół gejzeru i tak robiły robotę. Następnie udaliśmy się do Parku Narodowego Capitol Reef, który po prostu przejechaliśmy parkową drogą z przerwami na zdjęcia. Następnie jechaliśmy przez skalne krajobrazy Grand Staircase-Escalante National Monument. Wtedy musieliśmy zmodyfikować plany i zdecydowaliśmy, że zostajemy w tym rejonie na nocleg na dziko. Spaliśmy w pobliżu Kanionu Zebra, do którego według planów pierwotnych mieliśmy się udać jeszcze tego samego dnia, ale po koniecznej modyfikacji (ze względu na motelowo-gejzerowe opóźnienie) przesunęliśmy trekking do kanionu na dzień następny.

DZIEŃ 15 [25.09 środa]

Skrót: trekking do Zebra Slot, Park Narodowy Bryce Canyon (w tym punkty widokowe i trekking na dno amfiteatru), nocleg w pobliżu Parku Narodowego Zion

Tak jak było postanowione, z rana udaliśmy się do Kanionu Zebry. Niestety w samym kanionie stała woda, treków moczyć nie chcieliśmy, a łażenie na bosaka w tak wąskim kanionie, w wodzie, może grozić albo skręceniem nogi albo niezłymi obtarciami. Wyszliśmy więc na górę szczeliny. Kanionu w głębi co prawda widać nie było, ale zobaczyliśmy jego początek, miejsce gdzie woda mozolnie rzeźbi dziury w skale, które pogłębiają się i łączą tworząc szczelinę – Zebra Slot. Potem pojechaliśmy do następnego parku narodowego – Bryce Canyon National Park, gdzie zobaczyliśmy sporo punktów widokowych, w tym Fairyland Point, Sunrise Point, Sunset Point, Inspiration Point i udaliśmy się na dno amfiteatru, z którego wyrastają skalne iglice, a na górę dostaliśmy się przez Wall Street z pionowymi ścianami czerwono- pomarańczowych skał. Na nocleg na dziko odjechaliśmy w pobliże następnego parku narodowego (który to już z kolei;P) – Parku Zion.

DZIEŃ 16 [26.09 czwartek]

Skrót: trekking na Angels Landing, Valley of Fire, nocna przechadzka po Las Vegas

Rankiem szybko się zebraliśmy i pojechaliśmy do Parku Narodowego Zion. Prawdą jest to co przeczytaliśmy gdzieś w internecie, że o 8 parkowy parking już się wypełnia. My jeszcze zaparkowaliśmy bez problemu, ale pół godziny czy godzina i już byłoby ciężko. Tutaj zjedliśmy śniadanie, które nam trochę zajęło i udaliśmy się na busik, który zawiózł nas na początek szlaku. Wybraliśmy szlak na Angels Landing, bo jak tylko o nim przeczytałam koniecznie chciałam tam wejść. Ludzi na szlaku było sporo, czasem trzeba było poczekać w poszczególnych odcinkach, żeby grupy ludzi bezpiecznie się powymijały, ale apogeum nastąpiło dopiero jak schodziliśmy. Lepiej więc wybrać się rankiem (coś koło 9 czy może 10) jak my, a najlepiej jeszcze wcześniej.

Ze Zionu ruszyliśmy już w kierunku Las Vegas. Opuszczaliśmy piękną, dziką przyrodę na rzecz stolicy hazardu. Mieliśmy na szczęście jeszcze w planach kolejny park stanowy Valley of Fire, gdzie zobaczyliśmy kilka punktów i zrobiliśmy dwa szlaki. Do samego Las Vegas dojechaliśmy już nocą, zameldowaliśmy się w hotelu, wzięliśmy prysznic i ruszyliśmy na miasto. Siłę mieliśmy tylko na przejście Fremont Street Experience i przejechanie przez The Strip z jego słynnymi hotelo-kasynami. Jeśli macie ochotę na Vegas polecam więc przyjechanie do niego dużo wcześniej niż o 22;)

DZIEŃ 17 [27.09 piątek]

Skrót: dzienna przejażdżka po Las Vegas, zapora Hoovera, Death Valley, nocleg na dziko w Death Valley

Z rana raz zagraliśmy na jednorękim bandycie w naszym hotelu, żeby nie było, że byliśmy w Vegas a nie zagraliśmy! Ponownie przejechaliśmy się po mieście i podjechaliśmy do najsłynniejszego znaku “Welcome to fabulous Las Vegas”. Stać w żadnej kolejce do zrobienia sobie zdjęcia pod znakiem nie mieliśmy zamiaru, więc poszło nam to szybko i już wyjeżdżaliśmy z Vegas jadąc w kierunku zapory Hoovera. Zaporę popodziwialiśmy z różnych stron, ale nie mieliśmy w planach zwiedzać jej wnętrza, więc z powrotem skierowaliśmy się w stronę z której przyjechaliśmy, ale teraz naszym celem była już Death Valley. W samej Dolinie Śmierci naszym pierwszym punktem był Dante’s View, z panoramą na słone jezioro – najniższy punkt Ameryki Północnej i wzgórza w otoczeniu. Później musieliśmy jeszcze dość sporo przejechać, żeby dostać się do miejsca gdzie mieliśmy spać na dziko. Żeby się tam dostać jechaliśmy drogą gruntową już w całkowitej ciemności, z której co jakiś czas wyłaniały się juki i kaktusy.

DZIEŃ 18 [28.09 sobota]

Skrót: Death Valley (w tym Ubehebe Crater, Zabriskie Point, Badwater Basin, Artist’s Drive), dojazd gory Seirra Nevada, przed drogą Tioga, nocleg na dziko

Z naszego miejsca obozowego mieliśmy już blisko do miejsca, które bardzo chcieliśmy odwiedzić – do Racetrack Playa. Po magicznym poranku w miejscu w którym wędrują kamienie udaliśmy się na kolejne punkty Death Valley, czyli Ubehebe Crater, Zabriskie Point, Badwater Basin, Artist’s Drive. Przekonaliśmy się też, że w Dolinie Śmierci nie tylko potrafią wystąpić piekielne temperatury, ale równie piekielnie może wiać. Ciężko się było poruszać przy tym wietrze, a po nogach uderzał nas piasek i kamyczki. Dlatego Mesquite Sand Dunes zobaczyliśmy tylko z punktu widokowego przy drodze i skierowaliśmy się do wyjazdu. Można powiedzieć, że połowę tego dnia przeznaczyliśmy na zwiedzanie Doliny, a pół dnia na wyjazd z niej i dostanie się w góry, gdzie planowaliśmy nocleg. Zatrzymaliśmy się po wschodniej stronie gór Sierra Nevada, gdzieś między Mammoth Lakes a Mono Lake. Różnica temperatur tego dnia to około 40°C, dodatkowo pojawił się również śnieg.

DZIEŃ 19 [29.09 niedziela]

Skrót: całodzienna nieplanowana jazda z powodu zamknięcia dróg, późno popołudniowy dojazd do Parku Narodowego Yosemite, nocleg na campingu w Parku

Śnieg, mimo, że był ciekawą przygodą, a rano las sosnowy w którym spaliśmy wyglądał przepięknie, sporo namieszał w naszych planach. Droga przez góry stanowiąca już drogę widokową Parku Narodowego Yosemite z powodu opadów została zamknięta. Kolejna droga tak samo. Dopiero kolejna była otwarta, i tak przejazd przez góry Sierra Nevada, który miał nam zająć 2 godziny zajął nam cały dzień… Akurat trafiliśmy na kilka śnieżnych dni, droga w Yosemite jest zazwyczaj zamykana w listopadzie… Późnym popołudniem dotarliśmy do Yosemite, zakwaterowaliśmy się na campingu, zjedliśmy coś i pojechaliśmy jeszcze chwilę pozwiedzać Park. Po powrocie wpakowaliśmy wszelkie jedzenie i kosmetyki do metalowego boxu antyniedźwiedziowego i poszliśmy spać.

DZIEŃ 20 [30.09 poniedziałek]

Skrót: przejechanie przez Yosemite z przystankami w punktach widokowych, dojazd w okolice San Francisco, nocleg w motelu

Na Yosemite nie mieliśmy niestety zbyt dużo czasu (mieliśmy go tak naprawdę zwiedzać już dzień wcześniej, chcieliśmy też pójść na jakiś trekking), a w tej sytuacji pojechaliśmy więc głównie na kilka punktów widokowych, w tym na przepiękny Glacier Point. Do Yosemite koniecznie trzeba wrócić. Później zjechaliśmy z gór, gdzie leży Yosemite, zjedliśmy obiad w barze i skierowaliśmy się w stronę San Francisco, przed którym mieliśmy zarezerwowany nocleg w motelu.

DZIEŃ 21 [01.10 wtorek]

Skrót: zwiedzanie San Francisco, przejazd drogą widokową (z przerwą na most Big Creek i plażę Pfeiffer), nocleg w motelu

Po dojechaniu do San Francisco pooglądaliśmy most Golden Gate z różnych stron, a potem wjechaliśmy w strome uliczki miasta. Nic dziwnego, że we wszystkich pościgach auta z nich wprost wyskakują – jest tam naprawdę stromo. W tym dniu chcieliśmy przejechać jeszcze drogą widokową nad Pacyfikiem, zwiedzanie San Francisco nie trwało więc długo. Przy drodze naszymi głównymi punktami był malowniczy most Big Creek i plaża Pfeiffer. Wieczorem dojechaliśmy do naszego motelu.

DZIEŃ 22 [02.10 środa]

Skrót: Sequoia & Kings Canyon National Parks, dojazd do Los Angeles, nocleg w motelu

Przedostatni dzień poświęciliśmy na zwiedzenie Sequoia & Kings Canyon National Parks. Musieliśmy z powrotem odjechać od wybrzeża Pacyfiku i znów zagłębić się w góry, ale cieszę się, że przedostatni dzień mogliśmy spędzić jeszcze na łonie przyrody. Mamutowce olbrzymie robią naprawdę olbrzymie wrażenie, a poza tym całe te lasy, góry są bardzo urokliwe, przyrodnicze, wręcz wypełnione zwierzętami. Można się poczuć jak w disneyowskiej bajce – wszędzie ptaki, wiewiórki, dwukrotnie widzieliśmy też niedźwiedzia. Trafiliśmy również na kontrolowany pożar pozwalający się mamutowcom rozwijać.

Na wieczór dojechaliśmy do motelu, który zlokalizowany był na przedmieściach Los Angeles.

DZIEŃ 23 [03.10 czwartek]

Skrót: szybkie zwiedzanie Los Angeles, wylot

Jeżeli chodzi o Los Angeles to raczej nie można powiedzieć, że je zwiedziliśmy;p Widzieliśmy znak Hollywood, przespacerowaliśmy się wśród gwiazd na chodniku w Alei Gwiazd i trochę pojeździliśmy po mieście. O 11 musieliśmy oddać samochód i ruszyliśmy na lotnisko. Lotem do Moskwy, a potem do Warszawy skończyliśmy nasz amerykański trip.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *