Pomysł na wyjazd w region francuskich Pirenejów zrodził się spontanicznie. Na kilka tygodni przed weekendem z Bożym Ciałem przewertowaliśmy oferty tanich linii lotniczych i jako jedną z tańszych opcji znaleźliśmy lot Ryanairem do Lourdes. Znaleźliśmy też kilka tańszych opcji do miast, ale jakoś nie mieliśmy ochoty pchać się do cywilizacji;)

Padło więc na Pireneje. Plan zakładał chodzenie po górach i noclegi pod namiotem, gdzie dusza zapragnie. A przede wszystkim przy jeziorze Gentau. Już widzieliśmy ten zachód i wschód słońca z przepięknym widokiem z namiotu na jezioro i szczyt odbijający się w jego lustrze. Niestety plany jak zwykle pokrzyżowała nam pogoda. Zapowiadało się bardzo deszczowo, burzowo i niezbyt ciepło. Na szybko zmieniliśmy więc plany i zamówiliśmy nocleg przez Airbnb. Mimo, że uwielbiamy namioty to łażenie po górach z plecakiem, w deszczu i chłodzie, a potem rozbijanie się w takich warunkach nie należy do najprzyjemniejszych. Zmodyfikowaliśmy plan wycieczki i ruszyliśmy.

Wyjazd był naprawdę króciutki. Na miejscu byliśmy tak naprawdę dwa pełne dni – piątek i sobota. Przylot do Lourdes był w czwartek wieczorem (w dodatku lot był jeszcze opóźniony), a wylot w niedzielę po 10, także w te dni i tak już nic nie dało się zrobić. Jak zorganizowaliśmy sobie wyjazd i co zaplanowaliśmy na te dwa dni przeczytacie w dalszej części tekstu.

Nocleg

Nocleg załatwiliśmy przez Airbnb. Trafiliśmy do miejscowości La Mongie, jednego z najbardziej znanych ośrodków narciarskich we francuskich Pirenejach. W okresie po sezonie chyba też jeden z najbardziej wymarłych ośrodków w tej okolicy;p Nasz pokoik był malutki, musieliśmy więc strategicznie obmyślać nasze przemieszczanie się po jego powierzchni – nie było szans poruszać się naraz. Do tego w związku z faktem, że żaden budynek w tej miejscowości nie był już ogrzewany (sezon grzewczy już się skończył), w środku było naprawdę zimno, spaliśmy przecież na wysokości 1800 m n.p.m. Jeden grzejnik mało co poprawiał sytuację – wody mineralne pozostawione w tym pokoiku utrzymywały chłodną temperaturę przez cały kolejny dzień. Ale i tak nie narzekamy, bo przy burzy szalejącej w nocy mogliśmy docenić, że nasz nocleg nie zacznie przeciekać , nie zostanie zwiany przez wiatr albo nie trafi w niego piorun.

Komunikacja vs. wypożyczenie auta

Zdecydowaliśmy się wypożyczyć auto. Przy taki krótkim czasie pobytu nie uśmiechało nam się tracić wielu godzin na przemieszczanie się komunikacją publiczną, która w tym regionie kuleje, co opisywało wiele osób w intrenecie. Na miejscu faktycznie nie widzieliśmy szczerze mówiąc ani jednego busika.

Wypożyczyliśmy Toyotę Aygo na lotnisku w Lourdes. Małe, zgrabne autko, które bez problemu można było postawić w miejscach, gdzie tego miejsca za dużo nie było. Trochę nie miało siły jak musiało z nami wspinać się mocno pod górę, a biorąc pod uwagę, że byliśmy w górach musiało robić to dość często. Ale dało radę.

Jeżdżąc autem trzeba przygotować się, że od czasu do czasu trafi się na przemarsz inwentarza przez drogę.

Co warto zobaczyć w Pirenejach francuskich?

W tej części znajdziecie opis jak wyglądały nasze dwa dni w Pirenejach, opis jest subiektywny, z dygresjami i możliwe, że z dyrdymałami, jeśli więc Was to nie interesuje to przejdźcie do dalszej części, tej z konkretami „co zobaczyć” i mądrzejszymi informacjami.

Nasza opowieść o dwóch pirenejskich dniach

Tak naprawdę będziemy mówić jedynie o Pirenejach w rejonie Lourdes, czyli tak naprawdę o Parku Narodowym Pirenejów. Z tego co czytaliśmy wiele osób przybywając w te rejony w ogóle pomija francuskie Pireneje i od razu gna na stronę hiszpańską do Parku Ordesa. Nie wiedzą co tracą!

W dniu pierwszym wiedzieliśmy, że nie ma co wcześnie wstawać bo i tak ma lać. Po wstaniu i ogarnięciu się ruszyliśmy do sklepu kupić pieczywo na śniadanie i w góry. Niestety, wtedy wyszło na jaw, że miejscowość w której mieszkamy jest wymarła, nie ma więc mowy o żadnym sklepie, piekarni… a nam się zamarzyło chrupiące pieczywko, dobre sobie. Jako, że na zwiedzanie mieliśmy i tak ruszyć po 12, bo wtedy prognozy zapowiadały trochę lepszą aurę (czyli nie deszcz a mżawkę) zdecydowaliśmy wyruszyć z misją znalezienia pieczywa. Zjechaliśmy z naszej górzystej miejscowości  i jakoś ponad godzinę później i kilkaset metrów niżej, we francuskiej piekarni zdobyliśmy upragnione francuskie bagietki! Victory! Przy okazji odwiedziliśmy Lidla po wodę i batoniki w góry. Ponownie wjechaliśmy do miejscowości i zjedliśmy królewskie śniadanie.

Potem ruszyliśmy w kierunku Gavarnie, żeby zobaczyć Cyrk Gavarnie. Auto zostawiliśmy na parkingu w Gavarnie. Cena za postój wynosi tutaj 5 euro. Myśmy zapłacili 2, bo jakiś miły Pan odsprzedał nam swój już niepotrzebny bilecik parkingowy. Z Parkingu do Cyrku, czyli końcówki Doliny Gavarnie idzie się ponad godzinę. Na miejscu powinniśmy zobaczyć kocioł lodowcowy zamknięty z trzech stron pionowymi, skalnymi ścianami sięgającymi 1700 m wysokości względnej. Z 1700 m widzieliśmy może 200 metrów, resztę zasnuwała mgła 😀 Przeprawiliśmy się pod koniec wędrówki przez strumień, zostawiając za nami innych turystów, potem fragment śniegu i lodu i zostaliśmy sami. My, kruk i mgła i wyłaniające się z niej fragmenty wodospadów. Usiedliśmy na głazie i pałaszując prowiant łudziliśmy się, że może jednak mgła pójdzie do góry i odsłoni trochę więcej. Trochę owszem się odsłoniło, ale było to raczej przesunięcie o kilkanaście metrów, co przy setkach metrów do odsłonięcia nie dawało dużej nadziei. Ruszyliśmy więc w drogę powrotną. Mówi się trudno, i tak było ładnie.

W dniu drugim pojechaliśmy nad Lacs d’Ayous. Jak zakochaliśmy się w tym miejscu znajdziecie we wpisie: Wędrówka nad Lacs d’Ayous. W skrócie tylko napiszę, że jest to miejsce naprawdę warte zobaczenia.

W drodze powrotnej podjechaliśmy również do Lourdes, gdzie pomaszerowaliśmy do Bazyliki oraz do groty objawienia. W kolejce do groty nie staliśmy, ręce pomoczyliśmy sobie tylko wodą z kranów, które umiejscowione są niedaleko groty. Ogólnie jak zwykle takie miejsca nie napawają nas zbytnim entuzjazmem. Ilość ludzi, ilość hoteli i ilość kramów z pamiątkami to nie jest coś co nastraja religijnie. U nas powoduje to tylko światło ostrzegawcze w głowach z napisem „Ucieczka”. Pooglądaliśmy jeszcze świece tuż przy bazylice za 500 euro, wróciliśmy do auta i tyle nas było.

Wcześniej myśleliśmy, że może uda nam się jeszcze tego dnia wrócić do Gavarnie i na szybciocha pokonać szlak, żeby zobaczyć Cyrk Gavarnie w pełnej okazałości. Jednak godzina była już późna, a my zaczęliśmy odczuwać efekty słońca na naszych ciałach, zrezygnowaliśmy więc z tego pomysłu. W zamian podjechaliśmy do McDonalda na McFlurry;)

Wracając pod całym dniu do naszego noclegu pojechaliśmy jeszcze na przełęcz Col du Tourmalet (2115 m n.p.m.), znajdującą się blisko La Mongie. Mimo, że dzień wcześniej już tu byliśmy to wtedy z powodu mgły nie widzieliśmy kompletnie nic, trzeba to było więc nadrobić. Sama przełęcz znana jest m.in. z tego, że często jest częścią Tour de France. Że wyścig ten jest dla Francuzów ważny a kolarstwo lubianym sportem przekonywaliśmy się często, gdy mijali nas mozolnie pod górę rowerzyści zróżnicowani pod względem wieku i wyposażenia.

Ostatni dzień to już tylko droga na lotnisko, lot i witający nas w kraju korek na A4.

Co warto zobaczyć w Parku Narodowym Pirenejów

Najpierw kilka słów o samym Parku. Park Narodowy Pirenejów (fr. Parc national des Pyrénées), leżący w południowej Francji, przy granicy z Hiszpanią ma powierzchnię około 477 km2. Został założony w 1967 roku. Park obejmuje górzysty teren wraz z licznymi dolinami, jeziorami i strumieniami. Zaznacza się tu piętrowość roślinna, a w Parku żyje wiele gatunków zwierząt.

W Parku możliwe jest rozbicie namiotu, ale w danym miejscu możesz spędzić tylko jedną noc. Można się rozbijać od 19, a zebrać się z danego miejsca należy do 9 rano. I jednym z warunków jest odejście od granic Parku i wszelkich dróg o godzinę drogi. To już trochę trudniej sprawdzić, ale wiadomo o co chodzi – nie rozbijajcie się blisko granic Parku czy tuż przy drodze i swoim, zostawionym aucie. Tutaj odróżnia się biwakowanie od campingu. Idziesz w góry z plecakiem i rozbijasz się na jedną noc – to jest biwakowanie i jak najbardziej tak możesz. Camping to już rozbicie się bardziej na stałe, na kilka dni, przy swoim aucie – tego tutaj robić nie wolno.

Cirque de Gavarnie

Chyba najsłynniejsze miejsce w Parku. Dość łatwo dostępne, spacerem trochę ponad godzinę drogi. Pod górę, ale bez przesady.

Sam Cyrk Gavarnie to polodowcowy kocioł otoczony z trzech stron skalnymi ścianami. To tutaj gromadziły się olbrzymie masy śniegu i lodu i żłobiły to miejsce. Szczyty otaczające Cyrk mają wysokość powyżej 3000 m. Na grani która otacza cyrk przebiega granica między Francją a Hiszpanią, a po drugiej stronie grani rozciąga się Park Narodowy Ordesa i Monte Perdido.  Ze skalnych ścian spada kilka wodospadów, w tym Le Grande Cascade, uważany za jeden z wyższych wodospadów w Europie (430 m).

Lacs d'Ayous

To polodowcowe jeziora położone na wysokości od około 1845 do 2080 m n.p.m. Najbardziej znanym jest jezioro Gentau, czyli jezioro w wodach którego odbija się charakterystyczny szczyt Pic du Midi d’Ossau, nad którym położone jest również schronisko Ayous.

Col du Tourmalet

Przełęcz w Pirenejach Centralnych, która położona jest na wysokości 2115 m. n.p.m. Droga biegnąca przez przełęcz jest najwyżej położoną asfaltową drogą w Centralnych Pirenejach. Jednak chyba najbardziej znana jest z faktu, że często jest częścią Tour de France.

Pic du Midi de Bigorre

Szczyt leżący w Pirenejach Wysokich o wysokości 2877 m n.p.m., na który można się dostać kolejką linową z miejscowości La Mongie. Na szczycie znajduje się obserwatorium astronomiczne. Mimo, że mieszkaliśmy w bliskiej odległości od stacji kolejki prowadzącej na ten szczyt nie mieliśmy jakoś w planach tam się wybrać. Mimo, że z wierzchołka rozpościera się podobno przepiękna panorama na Pireneje, to jakoś dla nas było to zbyt zagospodarowane miejsce – kolejka, obserwatorium, widok na ośrodki narciarskie w okolicy, no jakoś nie przemawiało to do nas. Może jakbyśmy mieli więcej czasu i w pierwszym dniu nie było cały czas mgły to byśmy się zdecydowali, ale w takich okolicznościach szczyt pozostał dla nas niewiadomą.

Z tego co się orientowaliśmy w Parku jest jeszcze wiele innych miejsc, które warto zobaczyć, a na które myśmy nie mieli czasu. Są to:

– Néouvielle Massif

– Lac du Gaube

– Cirque d’Estaube i Cirque de Troumouse

– I inne

I to by było chyba na tyle. Jeśli macie jeszcze jakieś pytania, piszcie w komentarzach 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *